Ostatnio zebrało mi się na przemyślenia natury egzystencjalnej. Spowodowane było to zapewne szalejącym tajfunem Suli oraz realnemu zagrożeniu na jakie wystawiona została nasza trójka (no i kilkanaście milionów Tajwańczyków).
Dzień przed... |
Kilka godzin przed... |
Kilka godzin po... |
Gdy jeszcze mieszkałam w Polce sama nazwa tajfun wzbudzał we mnie lekkie przerażenie. Pamiętam tuż po przylocie na Tajwan swój pierwszy tajfun. Ze współlokatorkami byłysmy zupełnie nieprzygotowane oraz nie wiedziałyśmy czego się spodziewać.
![]() |
Tajfun Suli |
Okazało się że wyglądało to jak dość duża wichura i w ogóle nie było niebezpieczne- przynajmniej dla mieszakńców miasta. W górach ( a Tajwan to głównie góry) wygladało to oczywiście inaczej. Nigdy już potem nie traktowałam tajfuna(-u) jako groźnego zjawiska przed którym należy zdjąć czapkę. Aż do przedwczoraj...
![]() |
Zdjęcia pochodzą z lokalnych portali wiadomościowych... |
Niestety jak wspominali meteorolodzy tajfun był dość potężny. Uderzył głównie w północ od strony morza. My mieszkamy nad morzem i bardzo odczuliśmy siłę oraz niebezpieczeństwo grożące nam wszystkim. Siła wiatru była ogromna, nasz 19 piętrowy, duży blok "chodził" jak przy dość dużym trzęsieniu ziemi, myślałam że lada chwila runie a my z nim. Mąż nawet chciał spać w samochodzie ale stwierdziłam że to równie niebezpieczne. Pierwszy raz odcięto prąd a raczej ciagle dochodziło na zewnątrz do spięć wobec czego na ponad 12 godzin zostaliśmy bez prądu.
Gdy leżeliśmy na podłodze w salonie ( w bezpiecznej odległości od okien bo istniało zagrożenie że wiatr je powybija) myślałam tylko o Adziku o tym jak ona jest jeszcze młoda, jak nic jeszcze nie przeżyła, jak niedorzeczna byłaby teraz jej śmierć...No w każdym razie mam nauczkę i nigdy już nie zlekceważę rzadnego tajfuna(-u).
O kurde!
OdpowiedzUsuńCzyli jednak cholernik wyrządził spore szkody.
Współczuję Wam bardzo i mam nadzieję, że takie sytuacje nie będą się Wam już przytrafiać.
jej współczuje !
OdpowiedzUsuńojej dobrze że z Wami ok!
OdpowiedzUsuńaż mnie ciarki przeszły jak czytałam co przeszłaś.
OdpowiedzUsuńno ogromne uściski, że jednak nic się nie stało, że jesteście całe.
nie wyobrażam sobie tego strachu o dziecko o siebie samą.
zdjęcia niesamowite, zawsze mi się wydawało, że tajfun, trąba powietrzna to gdzieś daleko, że to nie dotyczy mnie, że to się nam nie zdarza...
Martwiłam się o Was. Dobrze, że się odzywasz.
OdpowiedzUsuńO matko :(
OdpowiedzUsuńmasakra :( dobrze, że wszystko ok
OdpowiedzUsuństrasznie to wygląda :(
OdpowiedzUsuństraszne, jednak przyroda to nieposkromiony żywioł, zdjęcia oddaja grozę...
OdpowiedzUsuńdobrze że juz po wszystkim....
pozdrawiam
OMG, te fotki są przerażające, dobrze , że nic wam się nie stało.
OdpowiedzUsuńJesteś bardzo odważna, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, kiedy trzeba leżeć na podłodze z maleńkim dzieckiem i modlić się o szybkie zakończenie tajfunu. Mieszkam w miejscu, którego nie dotyka żadna klęska żywiołowa i takie zdjęcia dla mnie to niewyobrażalny koszmar!
OdpowiedzUsuń